Brak Giby, Murilo i Visotto w pierwszym turnieju Ligi
Światowej wskazuje tylko na jedno- Brazylijczycy po czterech latach chcą
odzyskać tytuł Mistrza Olimpijskiego, który to utracili na rzecz rewelacyjnie
grających w Pekinie Amerykanów. Nie liczą
się środki, straty jakie mogą ponieść po drodze, liczy się tylko jedno-
Olimpijskie złoto ( o którym nie tylko Oni marzą ;))
Liga Światowa w roku olimpijskim nie dla wszystkich
reprezentacji ma taką samą wartość jak chociażby rok przed Igrzyskami.
Niejednokrotnie wykorzystywana jest jako turniej przygotowujący do docelowej
imprezy, często uzyskany wynik schodzi na dalszy, a raczej bardzo daleki plan.
Czy jest tak w przypadku Brazylijczyków
z tym roku? Najprawdopodobniej tak. Logicznym jest, że jeżeli Giba i reszta
nieobecnych Canarinhos, nie są w stanie zagrać na Lidze, zwyczajnie się tam nie
pojawią, jednakże zaskakuje fakt, że akurat trzech liderów reprezentacji jest
niezdolnych do gry kilka miesięcy przez Igrzyskami. Ewidentnie chodzi tu o
pozwolenie tym graczom na wyleczenie najmniejszych urazów, by żadna drobna (lub
mniej drobna) kontuzja nie mogła wykluczyć ich z gry w Londynie.
Co to oznacza dla naszej reprezentacji? Oznacza to tylko to,
że na Igrzyskach reprezentacja Brazylii będzie jeszcze silniejsza niż na
Mistrzostwach Świata w 2010, zapewne bardziej zmotywowana niż na Lidze
Światowej w Gdańsku, a już na pewno
silniejsza niż na (moim zdaniem nie udanym)Japońskim Pucharze Świata. Czy za silna dla naszych
orłów? Tego nie wiem. Wiem jedynie, że
nasi też nie odpoczywają, pracują z całych sił, by spełnić marzenie każdego
sportowca i wywalczyć złoty, olimpijski medal.
Brak trzonu reprezentacji Brazylii w Toronto oznacza jeszcze jedno – piątkowy
mecz Polska- Brazylia musi, a raczej powinien zakończyć się zwycięstwem biało-
czerwonych. No bo, kiedy jak nie teraz? I nawet powrót Ricardo nie powinien
przeszkodzić orłom Anastasiego w przerwaniu trwającej 10 lat passy Canarihnos
(choć moim zdaniem minęło już milion sto tysięcy lat kiedy ostatnio z Brazylią
wygraliśmy)
Czy zwycięstwo będzie smakowało tak samo dobrze, niż gdyby
udało się pokonać Brazylijczyków w pełnym składzie i optymalnej formie? Pewnie
nie. Ale czy to naprawdę ma znaczenie jakim składem grała Zaksa przegrywając z
tureckim Arkasem w Lidze Mistrzów, czy
pamięta ktoś kim grała nasza reprezentacja w meczu grupowym Mistrzostw Europy
2011 ze Słowenią gdzie przegraliśmy 3-1? Nawet jeśli, to czy teraz ma to
znaczenie? Wygrany mecz to wygrany mecz, a ewentualnego zwycięstwa nad Brazylią
nikt, by nam nie odebrał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz