środa, 9 maja 2012

Ankara odczarowana?


Nie jestem osobą przesądną, nie wierzę w dziwne zabobony i inne niestworzone rzeczy. Wiem, że jeżeli ktoś jest w czymś  dobry i pracowity to prędzej czy później osiągnie zamierzony cel.  

Kiedy rozpoczął się turniej w Ankarze, jako jedna z wielu jasno wyrażałam swoją opinię, że nasze siatkarki na awans do Igrzysk nie mają szans. Przemawiały za tym liczby, rywalki, ale przede wszystkim nierówna forma prezentowana przez nas zespół dotychczas.  Jednak w mojej głowie, a może bardziej w moim sercu żyła mała nadzieja, że może jednak, że może dzięki zrządzeniom losu, może dzięki magicznej Ankarze nasze siatkarki dołączą do naszych siatkarzy w Londynie i będziemy mogli śledzić ich poczynania na tym wielkim widowisku. Jak wszyscy wiemy stało się inaczej.
Ankara została odczarowana. Tak pomyślałam po zakończonym meczu z Turczynkami, który umówmy się, nie wyszedł nam najlepiej, a będąc szczerym wyszedł fatalnie. Siedząc jednak teraz i pisząc moje podsumowanie zastanawiam się czy naprawdę dziewczyny odczarowały nam Turcję. Czy naprawdę nic cudownego się tam nie wydarzyło? Myślę, że niekoniecznie. 

W siatkówce liczy się wynik. Fakt niepodważalny. Ale żeby osiągnąć wynik potrzeba czasu, potrzeba treningów, zgrania, dokładnego poznania rywali i samych siebie. Pierwszy cel nie został osiągnięty. Wyniku, awansu na Igrzyska , nie ma, lecz postęp w grze naszych siatkarek, ich nastawienia do gry, wiary, że mogą wygrać z każdym, był widoczny od pierwszego dnia turnieju. I racja, że nie wszystko im wychodziło, nie wszystko jeszcze grało, ale moim zdaniem turniej w Ankarze pokazał jak Polki mogą wspaniale grać i udowodnił niedowiarkom ( w tym także i mnie), że era „złotek” tak szybko się nie skończy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz